Pod lupą malowane, cz. 2

W ramach akcji Muzeum online – Panaceum na pandemię prezentujemy lekcję oraz quiz z nagrodami poświęcone rapperswilskiej kolekcji miniatur.

Odpowiedzi na pytania należy szukać w tekstach prezentowanych lekcji oraz na stronie internetowej Muzeum (profil Muzeum w Google Arts & Culture oferuje m.in. możliwość wirtualnego spaceru po muzealnych salach oraz zapoznania się z opracowaniami wybranych obiektów z naszych zbiorów). Pytania z serii „dla detektywów sztuki“ wymagają poszukania informacji poza muzealną stroną internetową.

Do wygrania gadżety muzealne i książki!!!

Na zgłoszenia czekamy do 17 sierpnia 2020. Wyniki Quizu ogłosimy 19 sierpnia.

Regulamin quizu „Sztuka bez tajemnic“

 

Pod lupą malowane.
Malarstwo miniaturowe i jego przykłady w kolekcji Muzeum Polskiego w Rapperswilu. Część II.

Portret w malarstwie miniaturowym – sprawa nie tylko intymna, ale i mocno polityczna

Portret był prawie przez cztery stulecia preferowanym tematem malarstwa miniaturowego, tak że stał się w pewnym sensie synonimem pojęcia „miniatura“. U podłoża zainteresowania miniaturą stała – zrozumiała nawet z perspektywy dzisiejszych czasów – potrzeba przekazywania sobie wzajemnie własnego wizerunku. Czasem na odwrocie portretu umieszczano suszone kwiaty lub pukle włosów. Miniatury często towarzyszyły ludziom w chwilach, gdy nie mieli oni kontaktu z bliską sobie osobą. Najważniejszą sferą ich funkcjonowania była zaciszna prywatność. Pełniły funkcję, którą dziś realizują zdjęcia. W przeciwieństwie do dużych, reprezentacyjnych wizerunków malowanych na desce czy płótnie miniatury były przeznaczone do oglądania z bliska.

Zanim jednak miniatura zyskała rolę intymnego przekazu, wykorzystywano ją początkowo często do prezentowania sobie oddalonych od siebie osób, szczególnie w celach matrymonialnych, co praktykowały głównie królewskie i szlacheckie rody. Miniaturowy portret był niekiedy jedyną możliwością poznania powierzchowności wybranki czy wybranka, toteż stosunkowo krótki czas potrzebny do wykonania miniatury dzieła niewielkiego formatu sprawiał, że nadworni malarze byli wysyłani na różne dwory monarsze z „misją portretową“ w celu sporządzenia wizerunków kandydatów na małżonków.

Poza tym miniatura była długo kosztownym podarunkiem panujących, niejednokrotnie biorącym udział w dość skomplikowanym ceremoniale dworskim wręczenia (i wymiany) upominków – także dyplomatycznych. Jej zadaniem było propagowanie pozytywnego wizerunku władcy i jednanie mu przyjaciół. Miniaturowe portrety ofiarowywano w cennej oprawie biżuteryjnej (na przykład z brylantami!) albo umieszczano na podarunkowych tabakierach czy też puzderkach – zgodnie z modą zapoczątkowaną jeszcze w czasach Ludwika XIV.

Rozpowszechniająca się w XVIII wieku, w okresie rokoka moda na małe obrazki doprowadziła do tego, że niemal każda większa rezydencja szczyciła się posiadaniem w swoich murach gabinetu miniatur – gabinetu rozumianego jako specjalny pokój bądź specjalny mebel, służący do ich przechowywania.

Ale miniatury przynależały nie tylko do tego miejsca. Miniaturowe wizerunki zdobiły ściany mieszkań, noszono je na szyi w formie medalionów, na rękach (oprawiając w bransolety) oraz na palcach (ujmując w pierścienie), dekorowano nimi zegarki, wreszcie zdobiono nimi meble i naczynia. W przededniu rewolucji francuskiej spełniały nawet rolę guzików przy frakach paryskich i wiedeńskich elegantów. Jak pisała w 1787 roku baronowa Oberkirsch „przedstawiano na nich podobizny królów Francji, niekiedy dwunastu cezarów, czasami miniatury osób z rodziny; dwóch lub trzech śmiałków pozwalało sobie nosić portrety swoich kochanek (!)“.

Kilka słów o trendach w portretowaniu…

Każdy miniaturzysta – niezależnie od epoki, w której przyszło mu tworzyć – swój sukces zawdzięczał umiejętności uchwycenia tego, co najważniejsze w fizjonomii portretowanego. Jednym z istotniejszych elementów były oczy. Miniaturzyści czasem powiększali je nieco, podkreślając ich znaczenie. Mimo, iż zachowanie wierności (mniejszej czy to większej) modelowi była uniwersalną zasadą, którą rządziła się sztuka portretowa na przestrzeni stuleci, to nie tak trudno odróżnić od siebie miniatury powstałe w różnych okresach sztuki. Na wskutek nieustannych kontaktów z malarstwem sztalugowym, portret miniaturowy ulegał bowiem takim samym tendencjom i zmianom stylowym, które na przestrzeni wieków kształtowały „duży“ portret olejny.

W XVIII i na początku XIX wieku (w epoce rokoka i klasycyzmu), czyli w czasach świetności miniatury i czasach najbardziej nas tutaj interesujących (gwoli przypomnienia: z tego właśnie okresu, z lat 1790-1805, pochodzi rapperswilska kolekcja miniatur będąca fragmentem dawnego zbioru rodziny Tarnowskich z Dzikowa), styl miniaturowych portrecików charakteryzowała niezwykła plastyczność i witalność. Ich typowymi cechami były poza tym uczuciowość, liryzm, wdzięk, lekkość, zwiewności i ulotność. Na popularności zyskały wówczas także całopostaciowe portrety. I co znamienne – portretowano coraz więcej kobiet i dzieci, a pejzaże pojawiające się w tle portretów przybierały niejednokrotnie formę wspaniałych malowniczych ogrodów (jak na poniższym wizerunku księżniczki Krystyny Radziwiłłówny pędzla Wincentego Lesseura).

Portret w kolekcji dzikowskiej

Portret jako gatunek malarski zdominował także dzikowską kolekcję miniatur. Są to zarówno portrety męskie jak kobiece, czasami dziecięce, ujęte na ogół w popiersiu lub półfigurze, niekiedy w całej postaci; na wprost, w trzech czwartych względnie w profilu, na tle neutralnym, pejzażowym, z elementami wnętrza.

Sporą część zbioru stanowią wizerunki przedstawicieli rodzin Tarnowskich oraz Stroynowskich i ich przyjaciół.

Jednocześnie podkreślić wypada, że – zgodnie z tendencjami epoki – obok reprezentantów najbliżej rodziny Walerii i Jana Feliksa Tarnowskich w kolekcji znalazła się także liczna grupa wizerunków sławnych władców, wodzów, polityków, uczonych i artystów – polskich i obcych. Można zatem podziwiać tam portrety francuskiego króla Ludwika XVI, cesarza Napoleona I, Olivera Cromwella, Karola Lineusza, a z malarzy – Rembrandta, Rubensa czy Joshuę Reynoldsa, by poprzestać na najsłynniejszych. Co się natomiast tyczy zespołu z podobiznami słynnych osobistości polskich (tak historycznych jak współczesnych twórczyni kolekcji), to trafiły tam m.in portrety królów polskich (będące powtórzeniami wizerunków królewskich słynnego cyklu zamówiony przez Stanisława Augusta do Pokoju Marmurowego na Zamku Królewskim w Warszawie), portrety hetmanów wielkich koronnych, portrety Tadeusza Kościuszki, księcia Józefa Poniatowskiego czy Adama Jerzego Czartoryskiego, późniejszego przywódcy Wielkiej Emigracji. W ten sposób zbiór wykraczał daleko poza rodzinną, prywatną sferę życia Tarnowskich, stając się zarazem świadectwem ich europejskości oraz – co może ważniejsze – ich świadomości narodowej i patriotycznej.

Dzieła Tycjana, Rubensa, Rembrandta…

Przez cały czas popularności miniatury niepodważalny prymat należał do portretu, ale podejmowano również inne tematy – sceny rodzajowe, religijne, mitologiczne, krajobrazy i martwe natury. Często były to powtórzenia słynnych kompozycji najbardziej cenionych natenczas artystów. Nie inaczej było w przypadku kolekcji dzikowskiej. Znalazły się tam więc miniaturowe kopie prac Tycjana, Guidego Reniego, Annibale Carracciego, Antonia Corregia, Rubensa, Rembrandta czy Louise-Elisabeth Vigée-Lebrun, składające się na ówczesny kanon malarstwa europejskiego.

Malowanie miniatur – sztuka trudna, a nawet sekretna

Wiedzę, umiejętności i tajniki na temat tej sztuki przekazywano z mistrza na ucznia. Każdy miniaturzysta miał też swoje tajemnice. Słynny angielski artysta Nicholas Hilliard, nadworny miniaturzysta królowej Elżbiety, korzystał ze swego jubilerskiego doświadczenia. Znakomicie potrafił oddać stroje i klejnoty osób portretowanych, wykorzystując do tego celu ołów, żywicę czy… zęby małych gryzoni (!).

Oczywiście sztuka malowania miniatur podlegała na przestrzeni czasu nieustannym zmianom i rozwojowi. W różnych okresach sięgano do rozmaitych farb. Posługiwano się farbami wodnymi, olejnymi, szkliwnymi jak i szeregiem innych. Podobnie różne było podłoże, na którym malowano. Jako podobrazia używano materiałów wyrabianych ze skór zwierzęcych (pergaminu lub welinu), blachy, dębowych deszczułek, kartonu, papieru, jedwabiu, porcelany, macicy perłowej czy rogów. Malowano je wreszcie od ok. 1700 roku najczęściej na cienkich płytkach z kości słoniowej, która niebawem okazała się podłożem wręcz doskonałym – choć wcale nie można jej było uznać ani za łatwą w kupnie, ani tanią, ani łatwą w obróbce. Kluczowym był tu efekt jakby złudy życia, jaki płytka z kości słoniowej nadawała malowanym na niej postaciom. Na płytkach z kości słoniowej powstały w większości także miniatury dzikowskie. Jest to szczególnym wyróżnikiem tej kolekcji.

Artysta, każdą taką płytkę, zanim zaczął na niej malować, musiał odpowiednio przygotować: precyzyjnie oczyścić z niepożądanych nalotów, dokładnie odtłuścić, wypolerować, wyrównać brzegi. Była to czynność niezwykle ważna, albowiem od pedantycznego opracowania podłoża malarskiego zależała prawidłowa przyczepność nakładanej później farby i co się z tym wiąże – trwałość powierzchni malarskiej. Wincenty Lesseur prace te wykonywał sam, nie powierzając ich nikomu innemu. Najpewniej i miniatury malowane przez Walerię Tarnowską wykonywane były na płytkach przygotowywanych przez samego mistrza.

Na tak opracowane podobrazie artysta mógł nanieść przygotowany wcześniej rysunek (przez odtłuszczoną kalkę), po czym kontur utrwalał farbą. Malowano okrągłym, ostro zakończonym, półsuchym pędzlem (w celu lepszego usadowienia się farby na twardym i mało chłonnym podłożu), wykonanym najczęściej z włosia kuny lub sobola. Przechodzono od jasnych laserunkowych tonów do ciemnych, z góry do dołu – często rozpoczynając od twarzy. Opracowując oblicze portretowanego posługiwano się pędzlami bardzo małych rozmiarów, pędzle o nieco wyższej numeracji stosowano do malowania tła i szat. Farbę kładziono drobnymi punktami (lub krzyżującymi się ze sobą kreseczkami), które płynnie przechodziły jedne w drugie, stwarzając efekty pointylistyczne.

Swoją technikę drobnej, suchej punktacji Lesser zmienił z czasem (pod wpływem słynnego wiedeńskiego miniaturzysty Fügera) na bardziej miękką, bardzo malarską, wilgotną, dzięki czemu jego prace wykonywane akwarelą w połączeniu z gwaszem nabrały większej swobody, wdzięku i łagodności. Ten rodzaj techniki Lesseur stosował z biegiem lat coraz śmielej i z doskonałym skutkiem, osiągając w latach 90. apogeum swojej twórczości. Jako znakomity przykład niech posłuży tutaj portret żony Petera Paula Rubensa (będący miniaturową wersja oryginału pędzla Rubensa).

Zatrzymując się jeszcze na chwilę przy warsztacie malarza miniaturzysty warto nadmienić, że oprócz farb i pędzli artysta w swojej pracy posługiwał się całym zestawem rożnego rodzaju przyborów (niektóre zostały przedstawione na rysunku poniżej). Na ustawionym przy oknie, specjalnym stole z pulpitem do malowania znaleźć można było zatem: paletę z różnymi otworami, w których przechowywane były pigmenty do sporządzania farb; pojemnik na gumę arabską (pełniącą rolę spoiwa, która w połączeniu z pigmentami tworzyła farbę); pojemnik na pumeks (służący jako zagęstnik); kamień i różne ostre nożyki i szpachelki do ucierania farby; miseczki do mieszania farb (dające się sztaplować a następnie zamknąć w wysokim pojemniku); naczynie z wodą; białą paletę malarską – najlepiej z kości lub porcelany; małą i dużą lupę (dwukrotnie powiększającą lupą wykonywano najdrobniejsze punktowania i kreski) czy igłę (dającą możliwość wprowadzania korekt przez wydrapywanie).

Wprawny artysta, potrafił namalować miniaturowy portret w ciągu jednego dnia. Znanemu malarzowi miniaturzyście, Anglikowi Richardowi Cosway, zdarzało się malować i kilka obrazków dziennie (co niekiedy odbijało się niestety na jakości prac). Jednocześnie wypada zaznaczyć, że wielu artystów zarzucało potem tę dziedzinę jako bardzo wyczerpującą wzrok.

Schyłek malarstwa miniaturowego

Moda na tego typu małe formy wygasać zaczęła powoli w 2. połowie XIX wieku. Wynalazek dagerotypu w roku 1830, a potem fotografii i technik reprodukcji, litografii, zwłaszcza litografii barwnej, zahamował w znacznym stopniu rozwój miniatury. W czasach współczesnych uprawia się ją niezwykle rzadko. Ze względu na specyfikę tego gatunku miniatury, zwłaszcza portretowe, można spotkać już prawie tylko w muzeach lub na aukcjach dzieł sztuki.